Piątek, 9 styczeń 2026, 20:49
(Ten post był ostatnio modyfikowany: Piątek, 9 styczeń 2026, 21:12 przez wahoo. Edytowano łącznie: 1)
W listopadzie na targach Aromaty premierę miała nowa polska marka Muscaria Perfume. Nie ma ich jeszcze na Fragrze czy Parfumo, ale są już dostępne w sklepie internetowym - flakony, jak i discovery set.
![[Obrazek: storefrontImages_292943cc-e72f-425b-93e2...6_0_0.webp]](https://muscariaperfume.pl/environment/cache/images/storefrontImages_292943cc-e72f-425b-93e2-863d313b5356_0_0.webp)
Spicy Neroli - ten najbardziej przypadł mi do gustu. Neroli zatopione w ziołach i przyprawach stanowiło fantastyczne otwarcie, odrobina więcej "kolońskości" i byłby blisko mojego ideału aromatycznej kolońskiej. Zapach lekko się wysładza i ewoluuje w kierunku poważniejszej bazy - tytoń, trochę cięższych piżm, mech - to moje typy, bo autor nie podaje pełnej, "oficjalnej" listy nut.
Mandala - zapach o prostszej konstrukcji: pieprz, cashmeran, paczula i ambroxan, ale zaskakująco pełny i wielowymiarowy. Nie jest w moim typie, ale jestem przekonany, że znajdzie swoich amatorów - cashmeran w tej kompozycji wpada w lesisto-iglaste rejony. Drobne niedociągnięcie widać było za to pod światło - sok jest mętny, niejednorodny, wygląda jakby coś w nim pływało.
Deep Roots - autor pisze, że to jego "olfaktoryczna fantazja dotycząca lasu". Tak, "ale". Zgadzam się, że jest mszany i lesisty, ale również zaskakująco morski - nie znając nut w pierwszej kolejności wymieniałbym nuty morskie, glony, może szałwię, a elementy drzewnej bazy raczej na końcu. Być może ten morski akord miał w zamierzeniu odpowiadać za wilgotność leśnej ściółki, ale mi wyobraźnia podpowiada co innego. Z porównań do istniejących zapachów nasunęło mi się Blasted Heath od Penhaligon's (ale nie aż tak intensywnie morski).
Earl Gray - tu nazwa jest myląca, bo o ile obecność bergamotki w earlgrayu jest oczywistością, to nie jest to lekki herbaciany zapach. Ten Earl Gray jest solidnie doprawiony ziołami a osadzony na (ponownie, z braku oficjalnej listy nut, moim zdaniem) przede wszystkim żywicznej bazie. Cytrusy, zioła i żywice dają w rezultacie zapach ciężarem i klimatem bliższy Eau Sauvage Parfum niż zwiewnym herbacianym przyjemniakom.
Villa 34 - nuty: Skóra, siano, terpentyna, bez, jaśmin, palone drewno, bergamotka, olibanum, składają się na najtrudniejszy aromat w kolekcji. Nie da się nie czuć tej terpentyny i nie jest to zapach łatwy, a dla większości niewprawnych nosów pewnie również trochę nieprzyjemny. Jest jednak nieodzownym elementem tej kompozycji - niszowej i dość bezkompromisowej - takiego skórzanego zapachu dawno nie było.
Zapachy cenowo są całkiem przystępne, sample tym bardziej, polecam do testów i dzielenia się wrażeniami.
![[Obrazek: storefrontImages_292943cc-e72f-425b-93e2...6_0_0.webp]](https://muscariaperfume.pl/environment/cache/images/storefrontImages_292943cc-e72f-425b-93e2-863d313b5356_0_0.webp)
Spicy Neroli - ten najbardziej przypadł mi do gustu. Neroli zatopione w ziołach i przyprawach stanowiło fantastyczne otwarcie, odrobina więcej "kolońskości" i byłby blisko mojego ideału aromatycznej kolońskiej. Zapach lekko się wysładza i ewoluuje w kierunku poważniejszej bazy - tytoń, trochę cięższych piżm, mech - to moje typy, bo autor nie podaje pełnej, "oficjalnej" listy nut.
Mandala - zapach o prostszej konstrukcji: pieprz, cashmeran, paczula i ambroxan, ale zaskakująco pełny i wielowymiarowy. Nie jest w moim typie, ale jestem przekonany, że znajdzie swoich amatorów - cashmeran w tej kompozycji wpada w lesisto-iglaste rejony. Drobne niedociągnięcie widać było za to pod światło - sok jest mętny, niejednorodny, wygląda jakby coś w nim pływało.
Deep Roots - autor pisze, że to jego "olfaktoryczna fantazja dotycząca lasu". Tak, "ale". Zgadzam się, że jest mszany i lesisty, ale również zaskakująco morski - nie znając nut w pierwszej kolejności wymieniałbym nuty morskie, glony, może szałwię, a elementy drzewnej bazy raczej na końcu. Być może ten morski akord miał w zamierzeniu odpowiadać za wilgotność leśnej ściółki, ale mi wyobraźnia podpowiada co innego. Z porównań do istniejących zapachów nasunęło mi się Blasted Heath od Penhaligon's (ale nie aż tak intensywnie morski).
Earl Gray - tu nazwa jest myląca, bo o ile obecność bergamotki w earlgrayu jest oczywistością, to nie jest to lekki herbaciany zapach. Ten Earl Gray jest solidnie doprawiony ziołami a osadzony na (ponownie, z braku oficjalnej listy nut, moim zdaniem) przede wszystkim żywicznej bazie. Cytrusy, zioła i żywice dają w rezultacie zapach ciężarem i klimatem bliższy Eau Sauvage Parfum niż zwiewnym herbacianym przyjemniakom.
Villa 34 - nuty: Skóra, siano, terpentyna, bez, jaśmin, palone drewno, bergamotka, olibanum, składają się na najtrudniejszy aromat w kolekcji. Nie da się nie czuć tej terpentyny i nie jest to zapach łatwy, a dla większości niewprawnych nosów pewnie również trochę nieprzyjemny. Jest jednak nieodzownym elementem tej kompozycji - niszowej i dość bezkompromisowej - takiego skórzanego zapachu dawno nie było.
Zapachy cenowo są całkiem przystępne, sample tym bardziej, polecam do testów i dzielenia się wrażeniami.

?