Teraz jest 19 czerwca 2018, 07:48 - Wt



  • Reklama

James Heeley - Cuir Pleine Fleur

Dyskusja o perfumach przeznaczonych dla obu płci.
  • Reklama

Moja ocena James Heeley - Cuir Pleine Fleur (nie oceniaj zapachu, jeśli go nie znasz!):

1 - Bardzo słaby (DNO)
0
Brak głosów
2 - Słaby
0
Brak głosów
3 - Przeciętny
0
Brak głosów
4 - Dobry
0
Brak głosów
5 - Bardzo dobry
0
Brak głosów
6 - Genialny
1
100%
 
Liczba głosów : 1

  • Autor
  • Wiadomość
Offline
Avatar użytkownika

Marcin__

Super Perfumaniak

  • Posty: 3017
  • Dołączył(a): 27 października 2012, 15:34 - So
  • Lokalizacja: Tu i teraz.

James Heeley - Cuir Pleine Fleur

Post12 listopada 2015, 17:21 - Cz

Obrazek

Cuir Pleine Fleur marki James Heeley to skórzane perfumy dla kobiet i mężczyzn. Nutami głowy są bergamotka, liść fiołka i cynamon; nutami serca są głóg, zamsz, mimoza, róża i miód; nutami bazy są wetyweria, cedr virginia, brzoza i kastoreum.

Zapach znam trochę ponad półtora roku. Rok temu pokusiłem się o taką recenzję:

"Konia z rzędem temu, kto czuje w Cuir Pleine Fleur skórę. Dla mnie to pachnie jak jakikolwiek nowy wyrób z zamszu (buty, płaszcz, cokolwiek) z wyraźnie damskim kwiatowym akcentem i odrobiną słodyczy.

Trwałość - ok. 7 h, projekcja marna.

Ponadto, dla mnie, jest to uniseks z przechyłem na damską stronę (ze względu na kwiaty).

Ładne, ale na pewno nie kupiłbym tych perfum za 500-600 zł. Warte są co najwyżej połowę tej ceny."

Dziś je testuję ponownie. Powiem tak... To jest zapach skórzany dla kobiet. Nie odnajduję w nim ani jednego męskiego pierwiastka.

Nazwa - "skóra pełna kwiatów" w zasadzie dość dobrze odwzorowuje to, czym ten zapach jest. Nie jest to skóra typu "rough&tumble" -czyli twarda, męska, szorstka, trudna. Wręcz przeciwnie. Cała skóra (fachowo w garbarstwie nazywa się to chyba licem, albo częścią licową skóry), została zdjęta. Zostało "miękkie, ciągliwe, chłonne pokrycie", czyli zamsz.

Dokładnie, te perfumy pachną zamszem. Ale nie tylko. Sporo jest także kwiatów i przypraw (cynamon, łyżeczka słodkiego miodu), nieco drewna (dla mnie bardziej brzoza), w ogóle zaś nie czuję kastoreum.

Trwałość wynosi nieco ponad 9 h, projekcja jest niezła przez 4 h, potem bliskoskórna.

Jako zapach - jest ciekawy, ale nie lubię tak przedstawionej skóry. Jak już napisałem wcześniej - wg mnie nadaje się dla kobiet. Ja się w nim czuję dziwnie.
Złote myśli użytkownika nowy48:

"Jeszcze nie wachali a już oceniają ma pdst składu. . flakon nawiązuje nieco do tego co już dior wypuszcza."
"Gdyby tak przyrównać to acqua di Parma oud z tym ze pozbawiona tytułowego składnika."
Offline
Avatar użytkownika

Artplum

Mega Perfumaniak

  • Posty: 7530
  • Dołączył(a): 20 lutego 2014, 22:04 - Cz

Re: James Heeley - Cuir Pleine Fleur

Post09 marca 2018, 22:14 - Pt

No to ja poproszę o tego konia i rząd, bo skórę w CPF czuję ;)
Ale po kolei.
Dość już dawno temu kupiłem odlewkę tych perfum i co jakiś czas wracam do nich, za każdym razem odkrywając je na nowo i coraz bardziej doceniając.
Szczerze mówiąc, mocno się dziwię, że CPF jest tak mało popularny i tak niedoceniany na Forum, bo dla mnie to zapach szczególny i znakomity.
Przede wszystkim jest charakterystyczny, "sygnaturowy", wpadający w nos i wyróżniający się na tle dziesiątek, czy też setek zapachów ze skórą w roli głównej.
Ponadto jest dobrze "skonstruowany", dzięki czemu wyraźnie ewoluuje, zachowując jednocześnie temat przewodni.
Zmieszany został z dobrej jakości składników - nie ma mowy o "tanim sznycie", walących po nosie syntetykach i innych tego rodzaju atrakcjach. Wprost przeciwnie - jest naturalne brzmienie i harmonijny rozwój.
Jeśli chodzi o parametry, to również pozostają na bardzo przyzwoitym poziomie. Pachnidło nie jest krzykliwe, ale całkiem wyraziste. Ładnie mosci się na skórze i przebywa tam sensowne 8 godzin z wieloma dodatkowymi godzinami "powidoku".
W dodatku ten zapach jest zwyczajnie ładny - mimo, ze w swoim charakterze daleki od łatwych i prostych świeżaczków-przyjemniaczków, to dobrze się go nosi i wywołuje pozytywne reakcje u tzw. "postronnych obserwatorów".
Żeby zachować jak najdalej idący obiektywizm, przeprowadziłem cały szereg testów porównawczych CPF z innymi, powszechnie poważanymi skórzakami, takimi jak Fetish, M, Bel Ami, Tuscan Leather, Knize Ten, Cuir Cannage, Leather Oud, Cuir Ottoman i innymi i muszę stwierdzić, że przed żadnym CPF nie musiał rejterować z pola walki, a często jawił mi się, jako pachnidło lepsze.
Cena Heeleyowskiej skóry też nie jest powalająca, więc tym bardziej się dziwię tak znikomej popularności...
Miałem zamiar jeszcze trochę napisać o wyczuwalnych składnikach, ale ładnie ujął to Fqjcior na swoim blogu, więc pozwolę sobie zacytować:

Sam początek zaskakuje nutką fermentującego wina. Prawdopodobnie połączenie bergamoty, cynamonu i liścia fiołka powoduje ten efekt. Ale już po chwili zapach mości się na skórze i przez kolejne minuty emanuje mieszanką zielonego liścia fiołka, cynamonu, subtelnym bukietem polnych kwiatów, a wszystko to na skórzanym tle. Interesujące, że przez ten dłuższy czas zapach kojarzy mi się z Idole de Lubin, a wiem skądinąd, że James Heeley ma słabość do perfum i stylu Olivii Giacobetti. Wedle opisu nut użyto tu dość niecodziennych kwiatowych aromatów mimozy, akacji, głogu (!) czy wiciokrzewu. Wtajemniczeni mogą zauważyć pewną analogię, gdy chodzi o zastosowane ingrediencje. No bo jakiż to inny znany zapach zdefiniowany jest przez zawartość fiołka, głogu, wiciokrzewu i nuty skórzanej? Fahrenheit! Literalnie, ale i olfaktorycznie rzecz biorąc oba pachnidła są bliższymi krewniakami, niż mogłoby się wydawać. Osoby nie przepadające za arcydziełem Jean-Louisa Sieuzaca i Maurice’a Rogera (tak, są tacy – wiem, dziwne…) nie powinny się jednak obawiać – Cuir Pleine Fleur pachnie dużo łagodniej i bardziej wysublimowanie, harmonijnie i zupełnie niekontrowersyjnie. Głośną skórzano-benzynową nutę Fahrenheita zastępuje tu kremowa nuta zamszowa, liść fiołka jest delikatny, a nuty kwiatowe zaledwie szepczą. Koniec końców CPF ujmuje harmonią i oryginalnym ujęciem skórzanego tematu. To jeden z najjaśniejszych punktów oferty Jamesa Heeleya.

Pozwolę sobie tylko dodać, że skojarzenie z Fahrenheitem wydaje mi sie jak najbardziej zasadne, chociaż absolutnie nie można tu mówić o naśladownictwie, ani nawet o zbytnim "zainspirowaniu" się.
No i jeszcze kwestia nazwy - "cuir pleine fleur" to po prostu "skóra licowa", choć "pełna kwiatów" brzmi zabawniej. Coś jak "job is burning in your hands" ;)
Artur
Offline
Avatar użytkownika

Machiavelli

Aktywny forumowicz

  • Posty: 798
  • Dołączył(a): 27 lipca 2016, 12:34 - Śr
  • Lokalizacja: Trójmiasto

Re: James Heeley - Cuir Pleine Fleur

Post10 marca 2018, 07:27 - So

Dzięki za szczegółową reckę. Zachęciłeś mnie do testów. Powiedz jeszcze, czy ma w sobie tę charakterystyczną lekkość i przestrzenność, co inne zapachy Heeley'a? Przyznam, że po tej cesze najbardziej zapadły mi w pamięci.
„Elegancja jest niemożliwa bez perfum. To skryte, niezapomniane, ostateczne akcesoria.” - Gabrielle Coco Chanel

Zapraszam na TheEleganceof.pl
Offline
Avatar użytkownika

Artplum

Mega Perfumaniak

  • Posty: 7530
  • Dołączył(a): 20 lutego 2014, 22:04 - Cz

Re: James Heeley - Cuir Pleine Fleur

Post10 marca 2018, 08:21 - So

Hmmm. . . Znam tylko trzy zapachy Heeeleya, więc trudno mi się wypowiadać o wspólnych cechach całej rodziny, ale chyba wiem, o co Ci chodzi.
Jeśli myślimy o tym samym, to jak najbardziej CPF ma przestrzeń i skrzydła.
Szczerze polecam testy
Artur


  • Reklama

Powrót do Perfumy unisex

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

  • Reklama